Aktualności

Artysta czy rzemieślnik - wywiad ze Stanisławem Charaziakiem

02-02-2015

Stanisław Charaziak, projektant i właściciel pracowni Charaziak Design. Absolwent Wydziału Wzornictwa Przemysłowego Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Od 1996r. projektuje wyłącznie w obszarze wzornictwa przemysłowego.

 

 

Kiedy Pan sobie uświadomił, że chce Pan zarabiać na życie jako projektant?

 

Właściwie już w dzieciństwie. Co może mnie wyróżniać na tle niektórych kolegów z branży to to, że w mojej rodzinie reprezentuję już drugie pokolenie projektantów. Poniekąd pasją zaraziła mnie mama, która ukończyła Malarstwo na Warszawskiej ASP. Właściwie to życie zmusiło ją do projektowania. Długo byłem jedynakiem, więc miałem dużo czasu na przyglądanie się mamie podczas jej pracy związanej z projektowaniem materiałów marketingowych, organizacją targów… wtedy robiło się to bez użycia komputerów.

Wcześniej miałem zostać cukiernikiem, ceramikiem, pilotem albo chirurgiem plastycznym. Estetyka i zmiany, które można wprowadzić w ludzkim ciele, jego plastyczność – te kwestie były dla mnie zawsze bardzo interesujące. Potem była architektura. Nagle w Polsce zaczęło się pojawiać projektowanie w zupełnie innym stylu. Budynki, ale też urządzenia – ich projektowanie pozwalało przewidywać, ale też programować pewne zachowania odbiorców. Co fascynujące dawało mi to niezwykłe poczucie bycia demiurgiem.

 

Czy Rodzice wspierali Pana w tym, aby obrał Pan taką ścieżkę zawodową czy byli raczej przeciwni?

 

Praca projektanta wymaga bycia częścią wielkiej rynkowej maszyny. Na co dzień jest się bardzo zależnym od innych, ściera się z różnymi mechanizmami, poglądami, ambicjami innych osób. Rodzice chcieli oszczędzić mi trudów „artystycznego” życia, bo dobrze je znali. Na szczęście powiedziałem, że nie odpuszczę. To był mój cel, ale np. moja siostra ma to samo wykształcenie, jednak zmieniła zawód.

 

Jeśli nie byłby Pan projektantem to kim?

 

Chyba chirurgiem plastycznym. Ten zawód nadal ma dla mnie w sobie coś z odkrywania cudów, cos tajemniczego i mistycznego. Dzięki niemu można też dawać szczęście innym i zmienić cudze życie.

 

Usłyszałam kiedyś od jednego wykładowcy z Krakowskiej ASP, że studenci Wzornictwa Przemysłowego powinni przestać się oszukiwać i nazywać się artystami, uważał ich za zwykłych rzemieślników. A Pan czuje się bardziej artystą czy rzemieślnikiem?

 

Studenci Wzornictwa Przemysłowego są jeszcze dla mnie artystami. Będąc studentem jest się jeszcze dla mnie artystą, potem pracując w tym zawodzie staje się rzemieślnikiem. Prasa, targi designerskie chętnie wyłapują niesamowicie wyglądające projekty, które są niemożliwe w produkcji. Te rzeczy nazywa się designem. Jednak moim zdaniem design to tworzenie założeń, produkcja, marketing, handel, produkt i zysk. Sztuka pełni raczej funkcje abstrakcyjne, tak jak to robi rzeźba czy obraz.

 

Plotka głosi, że preferuje Pan projektowanie na kartce papieru – dość tradycjonalne podejście. Czy to Pana ulubione narzędzie pracy, czy korzysta Pan z programów graficznych?

 

W Stanach Zjednoczonych czy Europie Zachodniej odręczne projektowanie jest nadal bardziej cenione niż to z użyciem technologii. Skończona ilość szablonów, kształtów i możliwości programu graficznego jest zawsze źródłem ograniczeń w projektowaniu. Komputer nie pozwala nam wyjść ze schematu, przy projektowaniu „na kartce” horyzont wyobraźni nie jest niczym ograniczony. W dodatku zajmuje mniej czasu, nie wymaga wprowadzania tylu teoretycznych założeń, które i tak nigdy nie oddają rzeczywistości. Duży wpływ na to jak projektuję miał też model pracy, który wypracowaliśmy razem z Jerzym Krzanowskim, Założycielem i Wiceprezesem Grupy Nowy Styl. W bezpośredniej produkcji foteli taka forma pracy okazała się po prostu dla nas wszystkich wygodniejsza.

 

Skąd czerpie Pan inspiracje dla swoich projektów?

 

Najczęściej wyobrażam sobie sytuacje, lub obserwuję ludzi w konkretnych sytuacjach. To mnie najbardziej inspiruje. Widzę, jak ludzie podnoszą siedziska, jak siadają w fotelach, przepychają się w kinowych alejkach. Wczuwam się w sytuację i dzięki temu mogę przewidywać pewne zachowania, do których dostosowuje projekt foteli.

 

Jakie Pana zdaniem trendy we wzornictwem biorą w tej chwili górę? Jakie cechy powinien mieć dobry projekt krzesła?

 

Moim zdaniem są to te założenia, które zastosowaliśmy w projekcie fotela Tiago marki Forum Seating. Elastyczność rozwiązań, wewnętrzne konstrukcje i mechanizmy, których zewnętrzną warstwę można tak kształtować, żeby pasowały do wielu wnętrz jednocześnie. Na przykładzie Tiago widać właśnie, jak na podstawie jednych podzespołów łatwo tworzy się produkty, które wyglądają zupełnie inaczej.

Dobry projekt krzesła zawsze powstaje w oparciu o zasady ergonomii, projektant musi mieć ich świadomość. Np. fotel kinowy musi spełniać wiele warunków jednocześnie. Musi być wygodny, ale jego wymiar musi być ograniczony ze względu na możliwości przestrzenne sal kinowych. Dobry projektant przewiduje potrzeby wszystkich potencjalnych użytkowników. Niejednokrotnie zaskakuje tutaj wartość dodana. Np. osoby niewidome krępują się, gdy ktoś musi je zaprowadzić na swoje miejsce w teatrze czy filharmonii. Dając im czytelny dla nich numer fotela dajemy dużą samodzielność, taki człowiek czuje się wtedy wolny.

 

Co Pan ceni u ludzi, z którymi Pan współpracuje w zespole?

 

Zrozumienie, uzyskanie porozumienia. Są ludzie, z którymi mówimy tym samym językiem i to bardzo doceniam.

 

Gdy projektuje Pan mebel, do konkretnego obiektu, odwiedza Pan go najpierw, tam szuka inspiracji, czy raczej dostosowuje Pan już gotowy projekt?

 

Lubię obejrzeć takie miejsce odpowiednio wcześniej. Bardzo często projektuję przez odejmowanie. Tworzę więc idealny model, z dużą ilością funkcjonalności, a potem rezygnuję z tych, które okazują się zbędne. Biorąc pod uwagę konkretne wnętrze, bardzo ważne są również system montażu i dystrybucji.

 

Który z foteli audytoryjnych Pana projektu dla Nowy Styl Group: Tiago, Vison czy Oscar jest Pana ulubionym?

 

Myślę, że będzie to Tiago. Jego złożona forma ma wiele do przekazania. Do tego jest stabilny i cechuje go niezwykła akustyka, co okazało się nieocenione np. w Europejskim Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego Lusławice.

 

Serdecznie dziękujemy za rozmowę. Z projektantem rozmawiała Joanna Wójcik z Grupy Nowy Styl.

powrót